Bażka nie żmiej sie, na drzewie pije wino
Bażka nie żmiej sie, bo taki zawsze finał.
Niewyspany, nieumyty ranne mleko pochłaniałem
Gdy spostrzegłem, że w butelce na dnie siedział diabeł.
Diabeł rżwnie przerażony drżżc mi spojrzał w oko
Ogon skulił i rzekł z głupia: Czy chcesz miea taki sam
Czy chcesz miea taki sam, czy chcesz miea taki sam
Taki sam ogonż
Nie, sam ogon to nie bardzo, kilka włosżw, jakież rogi
Może jeszcze sierżci troche, przeciwstawny kciuk u nogi.
Bażka nie żmiej sie, na drzewie pije wino
Bażka nie żmiej sie, bo taki zawsze finał.
Kiedy lustru po umyciu chciałem sie pochwalia gebż
Z ust wydobył mi sie skowyt: Jezus Maria, jestem zebrż!
Bez namysłu do lekarza jak na setke wżdki biegne
Mamo, mamo - krzyczy dzieciak - mamo, mamo, popatrz jelen!
Bażka nie żmiej sie, na drzewie pije wino
Bażka nie żmiej sie, bo taki zawsze finał.
Lekarz niby nic nie dostrzegł, chwile ze mnż porozmawiał
Lecz na koniec rzekł, że raczej trzeba mi weterynarza.
Teraz czekam, że żyrafż nazwie mnie rodzona matka
Potem mi zarezerwuje w miejskim ZOO obszernż klatke.
Bażka nie żmiej sie, na drzewie pije wino
Bażka nie żmiej sie, bo taki zawsze finał.
Spływam, Bażka, zmieniam drzewo znżw wyrusza za mnż pogon
Bażka, prosze powiedz innym, że szkodliwy jest
że szkodliwy jest, że szkodliwy jest taki sam ogon!
Bażka nie żmiej sie, na drzewie pije wino
Bażka nie żmiej sie, bo taki zawsze finał.
|