W jakimś dużym mieście tysiecznymi dłonmi
Postawiono wielki i wspaniały pomnik.
Z wyciągnietą reką, w kroku nieprzerwanym,
Staną3 wielki człowiek z metalu odlany.
Jego twarz i gesty reprezentowały
Głoszone za życia szczytne ideały.
Każdy wiec przechodzien mógł je w lot odczytaa
I wprowadzia w życie i o nic nie pytaa.
To zagadka wielka i dla przyrodnika -
Dlaczego gołebie srają na pomnikach.
Ludzie przez czas pewien figure czyścili,
Lecz że bezskutecznie - wnet sie zniechecili.
Z biegiem czasu smugi białawe odchodów
Zdobywszy figure siegneły jej schodów;
Znikły całkowicie wszystkie rysy twarzy
I przestała ona cokolwiek wyrażaa.
Gówna po pomniku wcią? sie pieły w góre.
Wkrótce otoczyły calutką figure.
I już gestu nie ma i nie ma już kroku
Znikł już całkowicie błysk geniuszu w oku.
Wszystko znikło w gównach! Znikną3 pomnik cały,
Nikt zen nie odczyta żadnych ideałów!
Jest na placu miasta, wielkością mu równa,
Wielka i wspaniała piramida gówna!
|