Przerosło mnie wielkie szczeście,
Zmiażdżyło mnie i przygniotło.
Rozmiata mi w oczach ziemie,
Jak gwiazda ognistą miotłą.
Płyne na jakiejś planecie,
Stoje pod jakąś pochodnią,
Najwiekszym szcześciem jest miłośa
A szczeście najwiekszą zbrodnią.
Ziemia maleje, jak komar,
I brzeczy gdzieś koło ucha,
Ach kto mnie wstrzyma, kto szumu
Słonc wirujących wysłucha!
Kto ze mnie niebo wypije.
Kto zgasi piekło goryczyż!
Nikt! Nic sie nie dzieje, tylko
Serce żywcem palone aż syczy.
|