wczorajszy słonca blask źle wywołane zdjecie Nadzieją tkany czas Zastygły uśmiech Wspomnienia czają sie Jak dziki zwierz Mrużą oczy Gotowe pożrea mnie Gdy myśle że zapomne Tak bardzo tak chciałabym W przestrzeni lekko stąpaa Odwiedzia siebie móc W przeszłości tej Nie tak odległej Wysłałam Boga gdzieś Na bardzo długi spacer Zdradziłam siebie pół Zachłannie pragnąc szcześcia A przecież to szczeście Nie kupie nigdzie go Za cene kilku tych Papierowych skrawków